Przyjmę genetyka

avatar
Dr Anna Supernat 9 Sty, 3 minut czytania

„Przyjmę genetyka” – czy życie po studiach bio jest możliwe? Czy kiedykolwiek widzieliście na przysłowiowym słupie ogłoszenie, że przyjmą genetyka do pracy? Co innego bioinformatyk, tych to wszędzie teraz potrzeba…

A jednak jesteśmy potrzebni. Choć nie zawsze droga bywa usłana różami, a kolce czasem sięgają kolan, nasi bohaterowie udowadniają, że warto walczyć. W końcu nauka to styl życia, a nie tylko zwykły zawód. Dlatego w tym dziale prezentujemy historie kariery i życiowych wyborów osób związanych z genetyką, mając nadzieję, że staną się dla Was inspiracją.

O tym, dlaczego warto stawiać sobie ambitne cele i aplikować o granty

Wiedziałam, że chciałam studiować biotechnologię od trzeciej klasy liceum, kiedy poznałam podstawy genetyki człowieka. Nie wahając się wiele, po skończeniu szkoły, wzięłam udział w rekrutacji i dostałam się na Międzyuczelniany Wydział Biotechnologii Uniwersytetu Gdańskiego i Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, który w rankingach dla kierunku biotechnologia od zawsze znajdował się w czołówce najlepszych uczelni. Podczas pięciu lat studiów szczególnie chętnie wybierałam te przedmioty fakultatywne, których tematyka wiązała się z medycyną. Z uwagi na zainteresowania, pracę licencjacką i magisterską zrealizowałam w Katedrze Genetyki Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego. Tam zgłębiałam tajniki, archaicznego już teraz, sekwencjonowania Sangera.

Po studiach podjęłam doktorat w Zakładzie Biologii Komórki Międzyuczelnianego Wydziału Biotechnologii UG-GUMed, gdzie pod kierunkiem dr hab. Anny Żaczek realizowałam pracę doktorską skupiającą się na markerach nowotworowych w raku trzonu macicy. Moje badania dotyczyły białek i kwasów nukleinowych (takich jak DNA i RNA) występujących w próbkach guza. Badałam ich związek ze stopniem zaawansowania choroby czy przeżyciem pacjentek.

Oprócz robienia eksperymentów, starałam się regularnie wyjeżdżać na międzynarodowe konferencje naukowe, które nie tylko poszerzały moją wiedzę z zakresu nowotworów, ale również stwarzały pole do nawiązania nowych znajomości. To właśnie podczas jednej z takich konferencji usłyszałam o organizacji Cancer Research UK, której członkowie prowadzili badania naukowe z zastosowaniem najbardziej zaawansowanych technologii i publikowali swoje osiągnięcia w wiodących czasopismach. Od tego momentu wiedziałam, że w przyszłości chciałabym się stać częścią tej inicjatywy.

W międzyczasie prace nad doktoratem przebiegały sprawnie, toteż oprócz eksperymentów zadeklarowanych we wniosku grantowym, starałam się realizować poboczne projekty. Przełożyło się to na powstanie dodatkowych publikacji naukowych, wzmacniających mój dorobek i umożliwiających mi zdobycie dodatkowych stypendiów. Ten aspekt był bardzo istotny, ponieważ samo podstawowe wynagrodzenie doktoranta nie pokrywało nawet połowy miesięcznych wydatków. Choć marzyłam o tym, by zakończyć swój projekt doktorski w cztery lata, przy dwóch urlopach macierzyńskich okazało się to niemożliwe.

Ostatecznie obroniłam się dwa lata później, w 2015 roku. W tamtym okresie byłam już zatrudniona w Zakładzie Biologii Komórki Międzyuczelnianego Wydziału Biotechnologii UG-GUMed na stanowisku asystenta, ale marzyłam o dalszym rozwoju. Moje prace były w dużej mierze skupione wokół guzów pierwotnych, podczas gdy w świecie onkologii wyłaniał się nowy trend: płynne biopsje. Z uwagi na trudną dostępność materiału z guza pierwotnego oraz dużą heterogenność nowotworów, naukowcy zwrócili się ku badaniu łatwo dostępnego materiału, np. próbki krwi. Ponieważ w trakcie rozwoju choroby nowotworowej niektóre komórki odrywają się od guza i trafiają do krwioobiegu, możliwe stało się chociażby zbadanie tzw. krążącego DNA guza (ctDNA). Wykrywanie ctDNA we krwi pacjenta (lub w innym płynie ustrojowym) umożliwia określenie stopnia zaawansowania choroby, ocenę odpowiedzi na terapię czy też wykrycie nawrotu.

Chcąc eksplorować dalej ten temat, zaaplikowałam do Fundacji na rzecz Nauki Polskiej o przyznanie mi finansowania na półroczny staż doktorski w Laboratorium doktora Jamesa Brentona, w Instytucie w Cambridge, należącego do Cancer Research UK i działającego w ramach Uniwersytetu w Cambridge. Mój półroczny pobyt w tym wspaniałym ośrodku ostatecznie przedłużył się do roku. W tym czasie uczyłam się pracy z płynnymi biopsjami od momentu pobrania krwi, poprzez wirowanie krwi, izolację ctDNA, sekwencjonowanie i analizę bioinformatyczną. Dzięki zdobytej wiedzy i nawiązanym kontaktom, mogłam nieco rozszerzyć zakres zainteresowań. Przy okazji kolekcjonowania próbek zawierających ctDNA, rozpoczęłam zbiórkę płytek krwi od chorych na raka. Było to podyktowane wynikami badań Profesora Wurdingera, z których wynikało, że płytki krwi zmieniają swój profil w wyniku interakcji z guzem. Taki zmieniony profil okazuje się być niezmiernie przydatny w diagnostyce. Ponieważ laboratorium Profesora Wurdingera znajduje się w Amsterdamie, zaaplikowałam po raz kolejny o finansowanie i tym razem udałam się na wizytę studyjną do Cancer Center Amsterdam należącym do Wolnego Uniwersytetu w Amsterdamie. Nawiązana współpraca ułatwia mi realizację projektu naukowego, na który finansowanie zdobyłam w ramach konkursu SONATA Narodowego Centrum Nauki. Z tymi ośrodkami współpracuję zresztą do dziś.

Oprócz działalności stricte naukowej, pracuję też w Narodowym Centrum Badań i Rozwoju, gdzie zajmuję się oceną wniosków o finansowanie. Dodatkowo czasem bywam w start-upie MNM Diagnostics, dzięki czemu mam również kontakt z usługowym światem genetycznym. Wszystkie te inicjatywy sprawiają, że moje życie zawodowe jest niezwykle ekscytujące.

Podziel się: