Popularyzacja nauki
w czasach pandemii – wywiad z dr Ewą Krawczyk

Maria Stępień
Maria Stępień 28 Gru, 6 minut czytania

Wywiad z dr Ewą Krawczyk, biolożką z Georgetown University w Waszyngtonie, znaną w kraju nad Wisłą przede wszystkim z uwagi na swoje książki popularyzujące naukę, jak również bloga Sporothrix. 

Dr Ewa Krawczyk – biolożka, dr nauk medycznych w zakresie biologii medycznej, specjalistka mikrobiologii lekarskiej. Pracuje na Georgetown University w Waszyngtonie, przedmiotem jej naukowych zainteresowań są mechanizmy nowotworzenia komórek. Popularyzatorka nauki, autorka książek: „Dlaczego się szczepimy? Wirusy, bakterie i epidemie” (Wydawnictwo Krytyki Politycznej, 2021), „Koronawirus. Wszystko, co musisz wiedzieć, żeby się zabezpieczyć” (Wydawnictwo Pascal, 2020), współautorka książek: “Nie daj się wkręcać szarlatanom. Posłuchaj, co o zdrowiu mówi nauka!” (Wydawnictwo Pascal, 2019) oraz „Zdrowie. Przewodnik Krytyki Politycznej” (Wydawnictwo Krytyki Politycznej, 2012). Autorka bloga Sporothrix (https://sporothrix.wordpress.com).

 

  1. Czy może Pani trochę opowiedzieć czym zajmuje się Pani na co dzień, na czym skupiają się Pani zainteresowania badawcze?

Pracuję w Georgetown University Lombardi Comprehensive Cancer Center w Waszyngtonie – jednym z wyspecjalizowanych i powoływanych przez National Cancer Institute centrów badań nad nowotworami w aspektach: laboratoryjnym, klinicznym, behawioralnym i populacyjnym. Przedmiotem moich zainteresowań badawczych są mechanizmy nowotworzenia komórek ssaków. Początkowo, kiedy przyjechałam do Stanów Zjednoczonych, zajmowałam się badaniem wpływu zakażeń wirusami brodawczaka ludzkiego (HPV) na powstawanie zmian nowotworowych w komórkach. Obecnie mniej pracuję z wirusami – niestety – a celem moich badań jest opracowywanie nowych modeli chorób nowotworowych (i nie tylko) in vitro. Wszystko w ramach medycyny spersonalizowanej – w wypadku mojego laboratorium z użyciem nowatorskiej metody uzyskiwania i stosowania nowotworowych i normalnych komórek ludzkich i zwierzęcych w przedklinicznych badaniach laboratoryjnych.

2. Popularyzacja nauki odgrywa kluczową rolę w czasie pandemii. Ostatnia z Pani książek „Dlaczego się szczepimy?” w przystępny sposób przybliża temat szczepień. Czy impulsem do jej napisania była pandemia czy była już ona w Pani głowie wcześniej? 

Nie, była wcześniej, choć pisałam ją w czasie pandemii. Tylko ostatni rozdział, poświęcony szczepieniom przeciw COVID-19, nie był zaplanowany zawczasu, a powstał już po napisaniu całej reszty.

3. Czy są plany na kolejną książkę? Jeśli tak, czy może Pani zdradzić z jakimi tematami się ona zmierzy?

Są, i to nawet dość zaawansowane. W tym sensie, że książka jest już gotowa, a jej premiera była w połowie września. Ta nowa książka nosi tytuł „Plagi świata. Czy człowiek przetrwa kolejną pandemię?” i wydana jest przez Wydawnictwo Pascal (https://www.empik.com/plagi-swiata-czy-czlowiek-przetrwa-kolejna-pandemie-krawczyk-ewa,p1279001646,ksiazka-p). Poświęcona jest chorobom zakaźnym, które obecnie dręczą i nękają ludzkość, nękały ludzi w przeszłości, a także tym, które mogą pojawiać się i nękać, w tym również takim, które powracają. I nękają od nowa 😊. Przy okazji przyglądam się nie tylko chorobom zakaźnym, ale także innym niepokojącym zjawiskom, które mogą nam zagrażać, jak np. oporność bakterii na antybiotyki czy bioterroryzm. W książce odpowiadam na takie pytania, jak: dokąd z tym wszystkim zmierzamy; czy damy sobie radę jako ludzkość, kiedy znowu pojawi się jakiś groźny, nieznany patogen; dlaczego wciąż istnieją choroby, z którymi, wydawałoby się, medycyna już dawno powinna sobie poradzić? I co z tymi chorobami mają wspólnego zmiany klimatyczne na Ziemi, na które wpływa człowiek?

4. Wirusami zajmuje się Pani na co dzień. Czy (i jak) praca mikrobiolożki zmienia się w czasach epidemii?

Niestety, wirusami się w tej chwili praktycznie nie zajmuję. A szkoda, bo to fascynujący obiekt badań 😊. Mogę jednak powiedzieć, że praca naukowców pracujących w dziedzinach biologiczno-medycznych zmieniła się ostatnio znacznie. Bardzo wiele laboratoriów, w tym moje, zaczęło brać udział w projektach dotyczących wirusa SARS-CoV-2 i choroby COVID-19. A i sama praca podczas pandemii wyglądała nieco inaczej, niż przed nią. Pracowaliśmy częściowo w laboratoriach, częściowo w domach, przed pojawieniem się na kampusie uniwersyteckim mieliśmy obowiązkowe testy sprawdzające, czy nie jesteśmy zakażeni. A w tej chwili, kiedy większość pracowników oraz studenci wracają na kampus, wszyscy (tzn. każdy, kto nie ma zgodnych z prawem przeciwwskazań) musimy być zaszczepieni. Co oczywiście jest znakomitą decyzją władz uniwersytetu.

5. Prowadzi Pani też bloga Sporothrix – jakie tematy porusza Pani na blogu? Od jak dawna istnieje blog, skąd wziął się pomysł i motywacja do jego stworzenia?

„Prowadzi” to może za duże słowo, w ostatnim czasie, jeśli nawet prowadzę bloga, to robię to bardzo leniwie, w zasadzie niemal wyłącznie informując o nowych książkach, czy nowych artykułach, które ukazują się gdzie indziej (np. na Genetyka.bio 😊).

Pisać blog zaczęłam w 2008 roku, już po przyjeździe do USA. Początkowo był to blog o wszystkim, później dopiero wyewoluował w bloga popularyzującego naukę. Motywacją była chęć zachowania kontaktu z naukowym słownictwem po polsku. Pracując w USA w laboratorium używałam – oczywiście – słownictwa angielskiego, a zaczęłam nieco gubić polskie słowa. Oczywiście wiadomo, że w naukach przyrodniczo-medycznych stosuje się słownictwo anglojęzyczne na całym świecie, bo tak jest łatwiej i tak się naukowcy kontaktują ze sobą, chciałam jednak pisać o nauce także po polsku, nie tylko po angielsku. Blog był niezłym narzędziem do tego celu.

6. Ruchy antyszczepionkowe: jak według Pani należy sobie z nimi radzić? Jak edukować społeczeństwo, żeby dotrzeć do osób sceptycznie nastawionych do szczepień? W jaki sposób te działania zmieniają się w czasach pandemii?

Ruchy antyszczepionkowe nie są homogenną grupą. W mojej książce używam rozróżnienia wprowadzonego i stosowanego przez WHO. Pierwszą grupę w obrębie takich ruchów stanowią osoby, które boją się szczepień, albo wahają się, czy się szczepić, czy nie, ale można do takich osób dotrzeć i przekonać je do szczepień. W ich przypadku kluczowe jest jasne – i empatyczne – przekazywanie rzetelnej wiedzy. Można i trzeba to robić, i powinny to robić odpowiednie powołane do tego celu instytucje i autorytety, a nie tylko pojedynczy blogerzy czy popularyzatorzy.

Drugą grupę – osób, które są zdecydowanymi przeciwnikami szczepień – przekonać jest bardzo trudno, albo jest to niemożliwe. Trzeciej grupy natomiast, antyszczepionkowców aktywnie walczących ze szczepieniami i nakłaniających do tego samego innych ludzi, przekonać zwyczajnie się nie da. W związku z tym należy zadać sobie pytanie, czy w ogóle warto angażować się w dyskusję, z której nic dobrego nie wyniknie. Oczywiście zawsze można brać pod uwagę nie tylko bezpośrednich adwersarzy w dyskusji, ale i słuchaczy. Z tym, że w tym momencie pojawia się zjawisko tzw. infodemii (epidemii informacji), czyli obserwowanego w mediach nadmiaru wiadomości, zarówno fake-newsów, jak i rzetelnych danych, które w sumie tworzą szum informacyjny, zniechęcający słuchaczy, powodujący nieufność w stosunku do nauki i naukowców, a także potencjalny odwrót od postaw pronaukowych.

W takim wypadku, a jest to szczególnie istotne w czasach pandemii, konieczne może stać się zastosowanie innych środków i działań, niż tylko słowne przekonywanie. W grę mogą wchodzić: wprowadzenie obowiązku szczepień, określone zachęty (np. finansowe) dla szczepiących się, kary dla osób namawiających do oporu wobec szczepień, i tym podobne. Po prostu w pewnym momencie samo przekonywanie nie zdaje egzaminu, kto miał być przekonany, to już jest, a ponieważ kwestią jest zdrowie i życie ludzi oraz całych społeczności, bardziej zdecydowane działania stają się niezbędne.

(O tym wszystkim, a także o wielu innych aspektach szczepień i kwestiach związanych ze szczepionkami, piszę w książce „Dlaczego się szczepimy?”, która właśnie ukazała się w Wydawnictwie Krytyki Politycznej https://wydawnictwo.krytykapolityczna.pl/dlaczego-sie-szczepimy-947)

7. Jak się popularyzuje naukę w Polsce? Jakie są największe wyzwania, co daje siłę napędową, a co sprawia, że odechciewa się tłumaczyć społeczeństwu zagadnienia naukowe?

Dobrze się popularyzuje 😊. Ludzie chcą wiedzieć i się uczyć. Naturalnie zdarzają się przykre momenty, jak wyzwiska i epitety, ale to raczej bawi, niż odstrasza. Gorzej – i to faktycznie potrafi sprawić, że się odechciewa; tak było w moim przypadku – kiedy dostaje się groźby dotyczące zdrowia czy życia, a także informacje o donosach do miejsca pracy. Mnie akurat pomogło, że jednak jestem w innym kraju, więc nie muszę się zanadto obawiać, ale sytuacje takie nie są komfortowe.

8. Wykłada Pani na Uniwersytecie Georgetown w USA. Mogłaby Pani opowiedzieć o różnicach w postrzeganiu nauki i autorytetów naukowych oraz w podejściu do szczepień w Polsce i w Stanach?

Wykładać nie wykładam, nie mam zajęć ze studentami, moja praca jest wyłącznie badawcza.

Postrzeganie jest dość podobne, biorąc oczywiście pod uwagę zróżnicowanie obu krajów, różne poziomy wykształcenia w obrębie różnych grup obywateli, itd. W Stanach rzeczywiście obserwuje się, a raczej obserwowano, za prezydentury Trumpa, spadek zaufania do nauki i znaczącą obecność pseudonaukowych informacji w mediach, także informacji dotyczących szczepień. Teraz jest troszkę lepiej, choć i tak nie jest zbyt dobrze.

Czasem złośliwie mówi się, że każdy Polak zna się na wszystkim, od medycyny po piłkę nożną. Ale to nie jest tylko polska specyfika. Charakterystyczna postawa „wiem o czymś lepiej niż specjaliści w danej dziedzinie, bo spędziłem dwie godziny na Uniwersytecie im. Google’a” jest typowa w dzisiejszych czasach, tam, gdzie powszechny jest dostęp do internetu. Naturalnie to, że wiedza jest dostępna, to dobrze, problem w tym, że wiele osób nie umie (albo świadomie nie chce) tej wiedzy odpowiednio zinterpretować, z racji braku odpowiedniego wykształcenia, nie dysponując odpowiednimi narzędziami do tego celu. W związku z tym zaczynają się problemy ze zrozumieniem problemów naukowych, potem z porozumieniem między ludźmi oraz wzrostem liczby antynaukowych postaw i głosów. Tak się dzieje i w Polsce, i w całej Europie, i w Stanach, a „odkręcenie” takiej sytuacji jest albo bardzo trudne, albo w ogóle niemożliwe.

———————–

Wywiad został przeprowadzony w sierpniu 2021 roku.

Rozmawiała Maria Stępień


Fakty i Mity Genetyki tworzone są przez pasjonatów, specjalistów, naukowców i lekarzy. Ten artykuł czytasz za darmo, bez reklam, bez spamu. Doceń naszą pracę i postaw nam wirtualną kawę 🙂 Dziękujemy!  – Wasza Redakcja FiMG

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Podziel się: