/

Pandemii nie ma, czyli wielkie oszustwa w czasach zarazy

avatar
Magda Kopczyńska 30 Kwi, 6 minut czytania

Internet huczy. Z powodu eskalującego napięcia wywołanego ograniczeniem wielu wolności, utratą pracy i stresem związanym z brakiem finansowej stabilizacji, społeczeństwo zaczyna się buntować. Powtarzane coraz częściej na ulicach oraz w internecie hasła dotyczące aktualnej epidemii, podsycone ogólną atmosferą nieufności, zaczynają być coraz bardziej radykalne. Niestety ofiarami owego buntu stajemy się my – naukowcy, a nasza praca zaczyna być poddawana poważnym wątpliwościom.

Pracuję w Uczelnianym Laboratorium Koronawirusa, które działa przy Uniwersytecie Medycznym w Poznaniu. Od ponad miesiąca, wraz z zespołem świetnych poznańskich naukowców, codziennie mierzymy się z analizą setek próbek pobranych od pacjentów w celu rzetelnej diagnostyki COVID-19. Jako biotechnolog medyczny śledzę aktualne doniesienia jedynie na stronach renomowanych czasopism naukowych takich jak Nautre czy Science. Jednak pewnego feralnego poniedziałku, wracając ze swojej zmiany w laboratorium, zostałam ściągnięta na Ziemię podczas pogawędki ze sprzedawczynią w jednym ze sklepów. Nasza rozmowa instynktownie potoczyła się na jedyny ostatnimi czasy temat: przemiła pani wyrażała poważne zwątpienie w istnienie koronawirusa i czytała, że: „sam wynalazca testów nie rekomenduje ich do badań chorób zakaźnych, ponieważ pierwotnie służyły one do diagnostyki raka.” Ile w tym wszystkim prawdy?

Koronawirus koronawirusowi nierówny

Na łamach tygodnika „Do rzeczy” 25 kwietnia ukazał się artykuł pisany przez prof. W. Juliana Korab-Karpowicza. Filozof i politolog (!) pisze:

Na bibliotecznej półce znalazłem zakurzoną, wydaną w 1980 roku, książkę: „Wirusologia lekarska – podręcznik dla studentów medycyny” pod red. Leona Jabłońskiego. [Profesor Jabłoński] działał w czasach, kiedy medycyna w naszym kraju nie uległa jeszcze komercjalizacji. Otwieram książkę na stronie 170 i czytam „Coronavirus”. „Wyodrębniono u chorych na małe schorzenia układu oddechowego […]”. A na stronie 172: „Wirusy występują u dorosłych, od dzieci nie wyosabnia się ich … Prawdopodobnie przenoszą się drogą kropelkowo-powietrzną… Profilaktyka… Obowiązują zasady takie jak przy innych wirusowych chorobach dróg oddechowych”.

Mówi się o koronawirusie (SARS-CoV-2, powodującym chorobę COVID-19), że to nowy wirus. Tymczasem grupa Coronavirus była odkryta ponad pięćdziesiąt lat temu, a dokładnie w 1965 roku. Więcej, już prof. Leon Jabłoński wiedział, że w porównaniu z innymi wirusami, koronawirus jest dosyć łagodny. Faktycznie nie zagraża dzieciom i młodzieży. Występuje „u dorosłych, a u dzieci nie wyosabnia się ich”. Ofiarami śmiertelnymi są głownie osoby słabe i starsze, i to najczęściej po siedemdziesiątce, po przebytych chorobach lub z innymi komplikacjami zdrowotnymi. Dlaczego więc w mediach nie ma na ten temat rzetelnych informacji? [1]

Rodzina koronawirusów (Coronaviridae) łączy w sobie wirusy zakażające ptaki i ssaki, których materiałem genetycznym jest RNA. Wiele gatunków z tejże rodziny jest nam dobrze znanych ze względu na to, że powodują u człowieka infekcje dróg oddechowych, które mogą być zarówno łagodne, jak też prowadzić do śmierci [2]. Wirus SARS-CoV-2 rzeczywiście do tej rodziny należy. Jednak każdy przedstawiciele gatunków z danej rodziny mogą się drastycznie od siebie różnić. Dobrym przykładem może być rodzina wirusów Picornaviridae, do której należą rinowirusy, wywołujące 30-50% przeziębień [3]. Jednak do tej samej rodziny zaliczamy wirusa polio, który jest odpowiedzialny za ostre nagminne porażenie dziecięce, które może cechować się zwiotczeniem mięśni i zapaleniem mózgu [4]. Sięgając dalej – kot domowy i tygrys też należą do tej samej rodziny kotowatych, a chyba nie każdy kto ma w domu kota chciałby spotkać się w cztery oczy z dzikim tygrysem.

Skąd więc wziął się ten wirus? Żeby odpowiedzieć na to pytanie świat nauki zareagował niezwykle szybko. Już w styczniu opublikowano kompletną sekwencję genomu wirusa, a po dziś dzień na stronie NCBI możemy znaleźć aż 1731 sekwencji genomów z różnych stron świata [5]. Wykonano też wiele analiz porównawczych genomu SARS-CoV-2 z innymi koronawirusami – wykazano, że 96% jest identyczne z genomem koronawirusów zasiedlających nietoperza Rhinolophus affinis [5,6]. Był to dla naukowców zupełnie nowy wirus, tzw. zoonotyczny – powstaje on w warunkach, kiedy dwa wirusy, jeden nie posiadający zdolności infekowania człowieka i drugi, który tę zdolność posiada, „spotykają się” w jednym organizmie pośrednim. Łączą się ze sobą i nabywają nowych właściwości [7,8].

„Testy oferowane obecnie na rynku są całkowicie bezużyteczne”

W internecie można trafić na nagłówki:

Na facebook’u opinii na temat testów również nie brakuje:

Jak widać, materiał genetyczny przecież nie może mieć nic wspólnego z chorobą zakaźną. Autor jednak zapomina o tym, że wirus składa się z białkowego płaszcza (kapsydu) i materiału genetycznego właśnie – RNA lub DNA. Wirusy nie mogą pełnić żadnych funkcji życiowych poza organizmem gospodarza. Infekując nasze komórki, integrują swój materiał genetyczny z ich DNA. Dążą tym samym jedynie do powielenia swojego materiału genetycznego, a zarazem wyprodukowania milionów cząsteczek wirusowych, które mogą zabić komórkę w momencie ich uwolnienia [9].

Jak jest więc z tymi testami? Na dzień dzisiejszy istnieją dwa rodzaje testów: serologiczne oraz molekularne. Warto podkreślić, że to właśnie o tych pierwszych mowa jest w powyższym nagłówku. Są to testy, które wykrywają we krwi obecność specyficznych przeciwciał, które wytwarzane są przez nasz organizm po zetknięciu się z danym patogenem w celu zwalczenia go przez nasz układ immunologiczny. Mimo, iż przeciwciała te są „dopasowane” tylko do jednego rodzaju drobnoustroju, czyli „łapią” jedynie określony gatunek wirusa, to testy te rzeczywiście charakteryzują się pewnym marginesem błędu. Najważniejszą rzeczą jest jednak fakt, że przeciwciała produkowane są przez nasz organizm dopiero około 10 dni po zakażeniu. Są to więc raczej testy na to, czy zetknęliśmy się z danym patogenem w niedalekiej przeszłości. Takie testy nie są rekomendowane przez żadne instytucje międzynarodowe i krajowe i nie wykonuje się ich w celach diagnostycznych.

Rutynowa diagnoza opiera się o metodę real-time PCR. Jest to uniwersalna i bardzo czuła metoda stosowana w diagnostyce ogromnej liczby schorzeń i badaniach naukowych już od 1984 roku dzięki wynalazcy Kary’emu Mullisowi [10]. Nie ma jednego twórcy testów na koronawirusa, nie są to też testy, które wyglądają jak ciążowe ani tym bardziej nie wkłada się próbki do maszyny, która wydaje wynik po 10 minutach – jest to szereg czynności wykonywanych przez pracujące w laboratorium osoby przy użyciu odpowiednich odczynników chemicznych i odpowiednich maszyn. Dzięki poznaniu sekwencji SARS-CoV-2 wiele dużych firm biotechnologicznych mogło się zająć produkcją odpowiednich odczynników, które – w telegraficznym skrócie – w końcowej fazie niosą informację, czy materiał genetyczny wirusa znajdował się w materiale genetycznym komórek pobranych od pacjenta. Cały protokół laboratoryjny pokrótce przedstawia poniższy film:

https://www.youtube.com/watch?v=ThG_02miq-4

 

COVID-19 to nie jest „tylko grypa” rujnująca gospodarkę

Znaczna grupa ludzi staje murem za argumentem, że grypa zabija przecież o wiele więcej ludzi rocznie niż obecna pandemia koronawirusa. Owszem, prawdą jest, że istnieje kilka podobieństw między tymi chorobami, jak na przykład objawy i sposób rozprzestrzeniania się obu wirusów. Jednak na daleko idące wnioski dotyczące rzekomo małej śmiertelności choroby jest jeszcze za wcześnie. Nie zapominajmy, że epidemia trwa dopiero kilka miesięcy, trudno jest więc określić dokładny procent śmiertelnych przypadków z perspektywy czasu, ponieważ sytuacja jest bardzo dynamiczna. W dniu pisania tego artykułu potwierdzono 220 tysięcy przypadków śmiertelnych na 3,16 miliona zachorowań, co daje w tym momencie śmiertelność na poziomie 7% (WHO 17 marca pisze o 3-4%). Oczywiście najczęściej umierają pacjenci w podeszłym wieku i to głównie z powodu współtowarzyszących schorzeń, ale dokładnie tak samo jest w przypadku grypy. Tylko, że dla grypy śmiertelność jest na poziomie 0,1% [11] (przypis 1).

Rozumiem frustrację wynikającą z ograniczeń nałożonych nam przez rządy. Jednak warto pamiętać, że rządzący nie zawsze biorą pod lupę zdanie naukowców. Niektóre posunięcia przynoszą duże korzyści w walce z epidemią, niektóre natomiast nie mają żadnego sensu. Jeśli nie część z obecnych obostrzeń, jak na przykład zamknięcie galerii handlowych i reżim sanitarny, istnieje ogromna szansa, że 70% pracujących musiałaby się udać na wielotygodniowe L4, a nasze szpitale nie miałyby miejsca, by przyjmować chorujące starsze osoby (Polska przeznacza na służbę zdrowia jedynie 4,7% PKB, jesteśmy w UE jedynie przez Rumunią i Bułgarią [12]). Czy wtedy nie nastąpiłby kryzys gospodarczy?

Kiedy prezydent na Twitterze staje się ekspertem od chorób zakaźnych

Wiele osób zastanawia się, jakim cudem jesteśmy tak zaawansowani w takich dziedzinach jak technologia i medycyna, a nie możemy poradzić sobie z chorobą zakaźną. Wirus SARS-CoV-2 jest wirusem nowym i mimo wcześniejszych podobnych scenariuszy z wirusami SARS i MERS, w badania wirusologiczne nie inwestuje się ogromnych pieniędzy. Przecież epidemia nie zdarza się codziennie. A kiedy już się skończy, łatwo jest przecież zapomnieć o jej społecznych i gospodarczych skutkach. Badania kliniczne, bez których nie można zatwierdzić substancji w leczeniu, wymagają odpowiedniej metodologii – musimy po prostu wiedzieć, czy efekty uboczne leczenia nie przewyższają korzyści (choć dla badań klinicznych pod kątem SARS-CoV-2 i tak postanowiono ominąć długą fazę badań przedklinicznych). Nie zapominajmy też, że każdy organizm inaczej reaguje na podanie określonych substancji, nazywa się to tzw. osobniczą wrażliwością. Nie wszystko da się przewidzieć poprzez nawet najbardziej zaawansowane algorytmy, skoro rozszyfrowanie biologii molekularnej i biochemii pojedynczej komórki, nadal jest dla świata nauki wyzwaniem.

Kwestia leku na COVID-19 nadal pozostaje więc nierozwiązana. Problemem na tym polu staje się medialny rozgłos wobec niektórych substancji, jak hydroksychlorochiny będącej dobrze znanym lekiem przeciwmalarycznym. Dzięki mediom społecznościowym takim jak Twitter i Instagram oraz politycznym naciskom, lek ten został gwiazdą ostatniego miesiąca. Prowadzone przez francuskiego mikrobiologa prof. Didier’a Raoult’a badania kliniczne, które wykazały niemal 100-procentową skuteczność w walce z chorobą, okazały się nie do końca rzetelne i niemetodologiczne. Kolejna próba badań na większej liczbie pacjentów została przerwana ze względu na występowanie u chorych poważnych skutków ubocznych w postaci zaburzeń rytmu serca [13]. Jednak w wyniku medialnego zamieszania, wielu pacjentów na całym świecie odmówiło terapii innym lekiem niż hydroksychloronina, tym samym przyczyniając się do znacznego zastoju w badaniach klinicznych.

„A little knowledge is a dangerous thing”

Nic dziwnego, że większość społeczeństwa czuje się obecnie zdezorientowana. Ogrom koronawirusowych nowinek, trafiających do nas każdego dnia zasieje ziarno niepewności nawet u naukowca. Dlatego tak niezwykle ważne jest poszukiwanie rzetelnych źródeł w tyglu dezinformacji, bo niewiedza mylona z wiedzą bywa niebezpieczna. Warto zaglądać na strony Światowej Organizacji Zdrowia, przeglądać Nature, a odpowiedzi na bardziej zaawansowane pytania szukać na PubMedzie (https://www.ncbi.nlm.nih.gov/), a nie w wyszukiwarce Google. To, że nie widzimy umierających na ulicach, nie znaczy, że epidemii nie ma.

I pamiętajcie – koronawirusa nie da się wyleczyć wstrzykując sobie środek dezynfekujący [14].

 

Przypisy:

  1. Mowa tu w obu przypadkach o tzw. case fatality rate (CFR), czyli o liczbie zgonów podzielonej przez liczbę potwierdzonych przypadków i pomnożonej x 100%. Oczywiście współczynnik ten różni się w każdym kraju, jednak na potrzeby artykułu podane liczby są wskaźnikiem ogólnoświatowym. Miejmy na uwadze rozbieżny poziom służby zdrowia w zależności od kraju i kontynentu oraz różnice we wprowadzonych obostrzeniach.

 

Źródła:

  1. https://dorzeczy.pl/kraj/137860/uczona-niewiedza-koronawirusa-wielka-pandemia-czy-najwieksza-pomylka.html
  2. https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC7182641/
  3. https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC3378761/
  4. https://www.ncbi.nlm.nih.gov/genbank/sars-cov-2-seqs/
  5. https://jvi.asm.org/content/94/7/e00127-20
  6. https://www.nature.com/articles/s41591-020-0820-9
  7. https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC5872013/
  8. https://www.cell.com/current-biology/pdfExtended/S0960-9822(20)30360-2
  9. https://www.ncbi.nlm.nih.gov/books/NBK21523/
  10. https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC2430684/
  11. https://www.who.int/news-room/q-a-detail/q-a-similarities-and-differences-covid-19-and-influenza
  12. https://zdrowie.wprost.pl/medycyna/10262099/rzecznik-praw-pacjentow-6-proc-pkb-na-ochrone-zdrowia-to-minimum.html
  13. https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/nauka/1953896,1,cudowny-lek-na-covid.read
  14. https://www.nytimes.com/2020/04/26/us/politics/trump-disinfectant-coronavirus.html

 

Podziel się: